'Gdziekolwiek, byle upalnie" : polsko-australijskie historie powojenne

A story of Polish postwar-emigration: a collaboration between Anna Kwiecinska and Kinga Urbanska, a genealogist and founder of www.yourrootsinpoland.com, based in Crakow, the hometown of my father, Zbignew Tadeuscz Kwiecinski, in whose memory this story is published today, June 2, on the 99th Anniversary of his birth in Poland, the country he fled in 1949 to make a new life in Australia. This article appears today in Poland's newsportal ONET and the original English version Wielu jest takich polskich bohaterów, którzy w wyniku zawieruchy II wojny światowej emigrowali – dla wielu ta emigracja była przymusem. Jednym z nich był Zbigniew Tadeusz Kwieciński, wnuk Macieja Kwiecińskiego zasłużonego polskiego lekarza. Jak wyglądała jego droga do Australii i budowanie nowego domu po drugiej stronie kuli ziemskiej, o miłości, rodzinie, długim cieniu przeszłości – opowiada jego córka – Anna Kwiecińska. Urodzony w Krakowie, tato miał zaledwie 17 lat, kiedy został zmobilizowany do Wojska Polskiego w sierpniu 1939 r. Początkowo służył w jednostce obserwacyjnej pułku artylerii przeciwlotniczej, ale w listopadzie 1939 roku został zaprzysiężony, jako członek Polskiego Państwa Podziemnego. Zbigniew służył wówczas głównie w jednostkach wywiadowczych, gdzie szczególnie cenna była jego doskonała znajomość języka niemieckiego. W randze kapitana został w 1944 roku aresztowany przez Niemców i wysłany do obozu jenieckiego w Niemczech, gdzie w następnym roku został uwolniony przez aliantów. W obozie dla przesiedleńców w Ingolstadt poznał Węgierkę, z którą miał wyemigrować do Australii w 1949 roku. Kiedy spotkałam ją wiele lat później, w Perth - Zachodniej Australii, przypomniała sobie pierwsze słowa taty, które wypowiedział jej we wspólnym tańcu: „Jeszcze tego nie wiesz, ale zostaniesz moją żoną”. Korzenie taty sięgały Bielska Białej, a tamtejsze długie, mroźne zimy były powodem, dla którego oświadczył: „gdziekolwiek, byle upalnie” - gdy został poproszony o wskazanie preferowanego kraju do repatriacji powojennej. Gdyby nie jego niecierpliwość, by zejść ze statku z Neapolu w chwili, gdy po raz pierwszy zacumował w Australii, mogłabym dorastać w Melbourne (jeszcze przez kilka tygodni żeglugi dalej na wschód). Jak się okazało, Fremantle (miasto portowe w zachodniej Australii) był tam, gdzie on i Elly wysiedli i natychmiast wsiedli do pociągu w głąb lądu, aby spędzić kilka następnych lat w kolejnym tymczasowym hostelu, tym razem na odludziu w Zachodniej Australii, gdzie Tata po raz kolejny wyróżniał się swoimi umiejętnościami językowymi. Dad's Application to seek asylum in Australia Australijczycy z Zachodu nazywają siebie „sandgropers” - kochamy plażę! Wielu (większość) jego współczesnych mu Polaków, a czasem ich dzieci - moje pokolenie - zawsze uważało, że Polska jest naprawdę domem, ale tata zawsze był dumny, nazywając siebie „Sandgroperem”, ponieważ całym sercem uczynił Australię swoim domem – wraz z moją matką, dziewczyną z Perth - której dziedzictwo w Australii Zachodniej sięga czasów przybycia pierwszych brytyjskich osadników w latach dwudziestych XIX wieku. The Anna Salen, Naples - Australia ... the ship that Dad and Ellie travelled on from Europe. It's been suggesed that I was named after a ship, but actually I remained unnamed for a fortnight before my mother's aunt suggested 'Anna' (after the ballerina, and yes, I went to ballet lessons from 3 years of age) Dziś, po kilku podróżach, które odbyłam z Tatą do Polski, w połączeniu z nostalgią moich dorosłych lat, mogę tylko zacząć wyobrażać sobie ogromny wysiłek, który zawładnął jego życiem wewnętrznym, jakim było stłumienie przeszłości, aby zapewnić przyszłość rodzinie. w 1945 roku - grzechotał w naszej szufladzie ze sztućcami, jego wojskowy beret w szafce i tajemniczy, wepchnięty z tyłu jego szafy, ciężki skórzany, wojskowy płaszcz. Mój tata niewiele mówił o wojnie. Polish ex-servicemen in Tasmania, 1948 Ciągły głód, „tajne misje” we Lwowie, jego matka zmarła z powodu wylewu krwi do mózgu zaledwie kilka dni po tym, jak była świadkiem rozstrzeliwania żydowskich sąsiadów na ulicy pod jej oknem w Krakowie... te kilka obrazów pozostało w mojej wyobraźni, aby wypełnić wiele luk a propos ostatnich lat taty w Polsce podczas drugiej wojny światowej. Dad with his in-laws, my grandparents: Malcolm &Thelma Jones, Auntie Maidie and Mum. My parents met at a repertory theatre - Mum was a script editor, and Dad did the make-up! Zdjęć było kilka. Ponadto pamiątki: widelec armii amerykańskiej - kwestia regulacyjna dla wyzwolonych z obozów jenieckich To były jedyne trzy obiekty z „przeszłości taty”. Tło, z którego nic nie zostało, nawet krewni. Zawsze wdzięczny, że był ojcem dwóch córek, a nie synów, „bo dziewczyny nigdy nie będą musiały iść na wojnę”. Był jednak staroświecki w kwestii dyscypliny, w myśl, której „dzieci i ryby głosu nie mają”. Maszerowałam korytarzem do łóżka - „raz, dwa, trzy, cztery” – tato często kołysał moją siostrę i mnie do snu, nucąc polskie pieśni partyzanckie lub ten wojenny klasyk Marleny Dietrich „Lili Marleen” po niemiecku, którym jak już wiadomo, mówił doskonale. Jeśli mama spała zbyt długo w szkolne poranki, zwykle tato nakazywał mi „wskrzeszać ją do działania” wersją Reverie na trąbkę, a nasze gnuśne zachowanie było potępiane słowami: „Obudź się, Twój kraj cię potrzebuje!”. „Patrzę na to teraz i zdaję sobie sprawę, jaka maleńka byłaś”, mówi mama, unosząc plisowaną bawełnianą sukienkę, która była moim pierwszym mundurem Brownie [juniorki w Girl Guides]. „Wydawałaś się taką dużą dziewczyną”. Zazwyczaj w każdą sobotę po południu dochodziło do bójki, aby dostać się do Brownie na czas. Po porannych lekcjach mowy i gry na fortepianie z mamą, czasami towarzyszyłam tacie w drodze do „europejskiego rzeźnika”, żeby kupić polskie ogórki, śmierdzące sery, pomarszczone kiełbaski i ciemny, gęsty chleb. Przed spotkaniem Brownie, tato zawsze musiał dokładnie sprawdzić mój mundur. Polerowany od krawata, błyszczący pasek, niezmiennie na nowo układał mi beret. Ze stanowczością i zręcznością sierżanta, część mojego munduru, która najmniej mi się podobała, została przesunięta z niepewnego położenia z tyłu mojej głowy na właściwe miejsce - czyli dokładnie 1 cal nad moimi oczami. Mały żołnierz był wreszcie w pełni przygotowany do akcji. W międzyczasie tata spędził wiele sobotnich popołudni w domu, słuchając w radio meczy piłki nożnej i malując metalowe tablice, których słowa w posrebrzanej płaskorzeźbie upamiętniają żołnierzy Australii Zachodniej zabitych lub zaginionych podczas pierwszej wojny światowej. Każda tablica została umieszczona u podnóża wysokiego drzewa eukaliptusowego wyścielającego kilometry „Alei Honoru” we wspaniałym Parku Królewskim na Górze Elizy w Perth. Chociaż tata ostatecznie przewodniczył komitetowi RSL [Returned Services League – organizacja wspierającą osoby, które służyły lub służą w Siłach Obronnych Austrlii] w Sub-Branch Highgate zarządzającym Aleją Honoru, ta historia dzieje się dużo wcześniej. Dla niego utrwalanie i przechowywanie tych przejmujących zapisów, świadczących o tysiącach ludzi, którzy wypłynęli, by walczyć o wolność, było sposobem na okazanie wdzięczności krajowi, który przyjął go na swoje łono w 1949 roku. Jednak tablice te wymagały przemalowywania z taką częstotliwością, że nawet, jako praca łącząca pobudki serca z obowiązkami obywatelskimi, stała się ciężarem dla starzejącego się mężczyzny. Pomocnicy taty też nie stawali się młodsi, podobnie jak ich kolana. Coraz więcej tabliczek było przywożonych do domu do samodzielnego naprawienia. Kiedy ja dołączałam do malowania liter na srebrno po tym, jak tata skończył je czyścić drucianą szczotką i pokrywał błyszczącą czarną emalią, szybko okazało się, że małe, zwinniejsze palce mogą z łatwością wykonywać tę pracę. I tak właśnie, po długich konsultacjach, Girl Guides w Australii Zachodniej połączyło się z RSL, aby zezwolić na usługi Brownies w utrzymaniu tego miejsca publicznej pamięci, a nasz czas został doceniony poprzez przyznanie upragnionej „Odznaki za służbę”. Nie jestem pewna, kiedy ta wyjątkowa symbioza ustała, ale ostatecznie Kapitan Harms przeszła na emeryturę, a ja opuściłem Girl Guides. Tata pozostał niezwykle aktywny w RSL przez 50 lat członkostwa, podczas gdy mniej więcej w tym czasie założył Mensę w Zachodniej Australii - ale to już inna historia! The above article was first published in English: Remembering Poppy Day in King's Park (annakwiecinska.com) Archival images courtesy of Victoria Collections: Polish Museums and Archives in Australia Exhibitions on Polish heroes in the Western Australian Parliament in Perth - 6-15 November 2018 - News - Institute of National Remembrance ipn.gov.pl Brief History of Poland - Institute of National Remembrance ipn.gov.pl

'Gdziekolwiek, byle upalnie" : polsko-australijskie historie powojenne